Jeszcze jeden krok!


Siatkarze MKS-u Będzin zrobili duży krok na drodze do utrzymania się w PlusLidze. W rywalizacji o 13. miejsce (do dwóch zwycięstw) wygrali w Bydgoszczy z Łuczniczką 3:2. W najbliższą niedzielę i ewentualnie w poniedziałek obie drużyny zmierzą się w Sosnowcu.


Czuł się jak w domu...


Oba zespoły w skupieniu i spokoju przygotowywały się do tej potyczki, zdając sobie sprawę z tego, jak ważne będzie otwarcie. Pierwsi nerwy opanowali bydgoszczanie, którzy wyszli na prowadzenie 10:7. Wcześniej o czas poprosił Gido Vermeulen, spokojnie tłumacząc swoim podopiecznym, jak mają rozgrywać kolejne akcje. Coraz lepsza postawa Marcina Walińskiego spowodowała, że mecz stał się bardziej wyrównany i na tablicy wyników coraz częściej górą byli będzinianie. Gdy po ataku przyjmującego zespół Vermuelena wysforował się na 22:19, wydawało się, że gospodarze nic już nie wskórają w tej partii. Ostatecznie MKS zamknął ją za trzecim setbolem, po technicznym ataku Rafaela Araujo.


BILETY NA MECZ Z ŁUCZNICZKĄ - KLIKNIJ TUTAJ


Wspomniany Waliński w bydgoskiej hali, nie bez powodu zresztą, czuł się jak w domu, popisując się dobrym przyjęciem i pewnymi zbiciami. W swoich rodzinnych stronach rozgrywał najczęściej dobre mecze, tak było i tym razem. W pierwszej odsłonie "Kipek" zapisał na koncie aż siedem punktów i asa serwisowego.


Gorczaniuk-show!


W drugiej partii doszło do zmiany ról, bydgoszczanie popełniali w niej znacznie mniej własnych błędów w przeciwieństwie do będzinian, często nadziewających się na blok. Do stanu 17:17 zawodnicy Vermeulena mieli jeszcze nadzieję na wygranie drugiego seta, jednak kilka złych wyborów kosztowało zespół stratę ważnych punktów. Gospodarze uciekli na 21:18, by w końcówce  zachować znacznie więcej zimnej krwi od rywali. Ostatni punkt Łuczniczka wywalczyła w efekcie błędu przeciwników w obronie, co skończyło się tym, że Jakub Peszko nie przebił piłki na drugą stronę.


Początek trzeciej odsłony to 6:0 dla bydgoszczan i... Jewgienij Gorczaniuk-show. Ukraiński przyjmujący zdemolował zagrywką będzinian, popisując się w tym okresie czterema asami. Najczęściej ostrzeliwał on swoimi ostrymi serwisami Walińskiego. Będzinianie próbowali się podnieść po ciężkich ciosach Łuczniczki i nawet mieli na koncie serię pięciu punktów z rzędu (od 6:13 do 11:13), jednak na więcej nie pozwolili im bardzo dobrze dysponowani gospodarze.


Pokazali hart ducha


Sytuacja w hali Łuczniczka zmieniała się jak w kalejdoskopie, w czwartej partii obserwowaliśmy z kolei dominację będzinian, którzy wysforowali się po efektownej grze na  11:5, a potem 14:7 i 19:11. W tym momencie wiadomo już było, że nie obejdzie się bez tie-breaka, a w nim do stanu 6:6 oglądaliśmy "cios za cios", żadna ze stron nie zamierzała spasować... Gdy po trzech punktach z rzędu Mateusza Sacharewicza bydgoszczanie prowadzili 9:6, wydawało się, że to oni będą się cieszyć z końcowego zwycięstwa. Ale nic z tego, będzinianie pokazali bowiem prawdziwy hart ducha i siatkarski charakter. W samej końcówce, która okazała się prawdziwym horrorem punktował Zlatan Jordanow, a ostatni punkt, wieńczący dzieło wywalczył atakiem Araujo. Dodajmy, że MKS zakończył spotkanie za trzecim meczbolem.


STATYSTYKI - KLIKNIJ TUTAJ


Łuczniczka Bydgoszcz - MKS Będzin 2:3 (23:25, 25:21, 25:19, 14:25, 16:18)

Łuczniczka: Goas (2 pkt), Gorczaniuk (17), Szalacha (5), Filipiak (11), Gryc (7), Sacharewicz (19), A. Kowalski (libero) oraz Ananiew (12), Bieńkowski, Sieńko, Bobrowski, Akala. Trener: Jakub Bednaruk

MKS: Seif (2), Peszko (3), Ratajczak (5), Araujo (21), Waliński (14), Grzechnik (14), Potera (libero) oraz Klobucar (6), Kozub (3), Jordanow (9). Trener: Gido Vermeulen

MVP: Grzechnik (MKS)

Sędziowali: Piotr Skowroński (Gdańsk) i Marek Heyducki (Puck)
Widzów: 900


Przebieg meczu:


I set: 3:5, 10:7, 15:13, 18:20, 23:25

II set: 5:2, 10:6, 14:15, 20:18, 25:21

III set: 5:0, 10:2, 15:11, 20:15, 25:19

IV set: 4:5, 5:10, 9:15, 12:20, 14:25

V set: 5:4, 10:7, 15:14, 16:18


Stan rywalizacji: 1:0 dla MKS-u.